chciałem kupić sobie nową komórkę bo ileż można używać starej poczciwej nokii 3310…
czytam komentarze użytkowników, sprawdzam specyfikacje, szukam cen na allegro… wreszcie jest coś co wygląda na interesujące: sony ericsson 550i. w miarę tani, spoko opinie, ma w sumie to co bym chciał. jeden ze sklepów w kraku ma go za spoko cenę no więc wychodzę z roboty i jadę. z bankomatu wybieram 800 zeta na wszelki wypadek jakby mi się jednak coś innego nawinęło. może sprzedawca coś podpowie, kto wie? (haha, słodka naiwności…)
po dotarciu na miejsce zostaję skonfrontowany z normalną polską techniką sprzedaży: olewanie klienta. może faktycznie nie wyglądam jakbym srał rolexami i pierdolił modelki, ale kurwa mać! przychodzę z zamiarem kupna wcale nie taniego gadżetu i to, że zadaję pytania typu: “jak ten telefon wypada w porównaniu z [i tu proszę sobie wstawić dowolny znany ludzkości model]?” to nie znaczy że jestem upierdliwy! nie muszę się znać na tym co kupuje, od tego jest ten chuj za ladą. no więc pytam się uprzejmie: “czy jest radio i mp3?”, “czy ta nokia obok jest z jakiegoś powodu lepsza?”, “czym dokładnie się różnią te telefony skoro jeden jest droższy o stówkę?”. no i jeśli w odpowiedzi słyszę zdawkowe: “tak, tak” to mam ochotę otworzyć zbiorniki tankowca i zalać ropą lodowiec z tymi pierdolonymi pingwinami…
jeśli ktoś tu zabłądzi i przeczyta ten wpis to radzę uważać na VERTIGO GSM w kraku, wypindrzona cipa na kasie i zmulony burak za ladą to nie jest zajebista obsługa klienta…