qrwa, qrwa, qrwa!

Opublikowane w vomit listopad 29, 2007 przez: Markos Juarez

tyle mam do powiedzenia w kwestii komputera mojej matki. kupiłem, pochodził dwa dni, spierdolił się. oddałem do serwisu, wrócił – ponoć wymienili dysk bo był zjebany. dziś matka dzwoni, a ja mam deja vu z tej sceny w “Od zmierzchu do świtu” gdy Clooney wraca do pokoju, a Tarantino siedzi z trupem porwanej kasjerki – “Po twoim wyjściu ona zmieniła się nie do poznania…”. najwyraźniej ten laptop przeżył podobną przemianę, wszystko ponoć jest “nie tak”. i jeszcze net nie działa (inny niż ten mój wcześniej opisany), i telefon nie działa, i komórka rozłącza rozmowy…

I KURWA MAĆ CO JESZCZE?!

ja pierdole, są dni kiedy chciałbym być sierotą…

not net

Opublikowane w vomit listopad 29, 2007 przez: Markos Juarez

piątek wieczór – sieć padła…

cztery dni później – po licznych telefonach i słuchaniu pierdół, że technik już się trzepie nad moim zgłoszeniem, mogłem powiedzieć “I’m in”.

następny dzień, południe – sieć padła znowu…

vomit!…

biaue goowno…

Opublikowane w vomit listopad 16, 2007 przez: Markos Juarez

…spadło z nieba.

lubię śnieg gdy stoję sobie przy oknie z kubkiem kawy i obserwuję delikatne płateczki spadające w dół… co też ja pierdolę? nienawidzę tego syfu! śnieg jest fajny jak się chce pojeździć na desce albo nartach, ale to w górach, a w mieście powinni zakazać jego opadów. nie dość, że ze znakomicie paraliżuje komunikację miejską (bo przecież kurwa nie można przewidzieć, że w listopadzie będzie śnieg, prawda?) to jeszcze trzeba się przedzierać przez zaspy, muldy i ogólnie kopki tego badziewia. a debil jeżdżący na małym pierdolniku z pługiem o 6 rano wyjebie cię ze snu hałasem, ale żeby przejechał tam gdzie potrzeba, na przykład od bloku to przystanku to nie.

jak ja nienawidzę zimy…

diler komoorek…

Opublikowane w vomit listopad 13, 2007 przez: Markos Juarez

chciałem kupić sobie nową komórkę bo ileż można używać starej poczciwej nokii 3310…

czytam komentarze użytkowników, sprawdzam specyfikacje, szukam cen na allegro… wreszcie jest coś co wygląda na interesujące: sony ericsson 550i. w miarę tani, spoko opinie, ma w sumie to co bym chciał. jeden ze sklepów w kraku ma go za spoko cenę no więc wychodzę z roboty i jadę. z bankomatu wybieram 800 zeta na wszelki wypadek jakby mi się jednak coś innego nawinęło. może sprzedawca coś podpowie, kto wie? (haha, słodka naiwności…)

po dotarciu na miejsce zostaję skonfrontowany z normalną polską techniką sprzedaży: olewanie klienta. może faktycznie nie wyglądam jakbym srał rolexami i pierdolił modelki, ale kurwa mać! przychodzę z zamiarem kupna wcale nie taniego gadżetu i to, że zadaję pytania typu: “jak ten telefon wypada w porównaniu z [i tu proszę sobie wstawić dowolny znany ludzkości model]?” to nie znaczy że jestem upierdliwy! nie muszę się znać na tym co kupuje, od tego jest ten chuj za ladą. no więc pytam się uprzejmie: “czy jest radio i mp3?”, “czy ta nokia obok jest z jakiegoś powodu lepsza?”, “czym dokładnie się różnią te telefony skoro jeden jest droższy o stówkę?”. no i jeśli w odpowiedzi słyszę zdawkowe: “tak, tak” to mam ochotę otworzyć zbiorniki tankowca i zalać ropą lodowiec z tymi pierdolonymi pingwinami…

jeśli ktoś tu zabłądzi i przeczyta ten wpis to radzę uważać na VERTIGO GSM w kraku, wypindrzona cipa na kasie i zmulony burak za ladą to nie jest zajebista obsługa klienta…

prukfy

Opublikowane w vomit listopad 12, 2007 przez: Markos Juarez

Jimi miał takie powiedzonko: “jebać stare baby”. jakżesz chciałem to wywrzeszczeć w sobotę podróżując tramem po kraku. nie można chwili ustać żeby cię jakiś sapiący, śmierdzący arszenikiem i starymi koronkami mutant nie przesunął, zahaczył, popchnął lub ubódł. normalnie uczucie jak podczas pędzenia bydła po prerii…

morgen…

Opublikowane w vomit listopad 5, 2007 przez: Markos Juarez

a było tak pięknie… urlop, picie z przyjaciółmi byłymi wrogami przyczynami upadku mojego…

w robocie byłem o 7:45, stefan przyszedł godzinę później i się zaczęło…

stefan jest kobietą ale tylko w ujęciu genetycznym. wokalnie przypomina nienastrojoną trąbę jerychońską, wizualnie jest piękny jak linuxowe makefile. jego ulubionym zajęciem jest czytanie na głos maili, które przyszły do wszystkich, czytanie głupich i nieśmiesznych dowcipów w metro lub innym darmowym dzinniku, ryczenie przez komórkę na synka żeby dał jeść siostrze. poza tym stefan zwija się w bólach i jęczy do borlanda “żeby cię pogryzło…” za każdym razem gdy trafia na problem wymagający odrobiny myślenia/doświadczenia/szukania na googlu. zagadka: co to robi w firmie robiącej software? bo na pewno nie software…

a było tak pięknie…